OKIEM CYBERKOBIETY: Fetysz
O ile mnie pamięć nie myli Internet miał z założenia służyć najszlachetniejszej ze światowych armii (w duchu politycznej poprawności czytaj: obronie pokoju na Ziemi i Dobrych przed Złymi) oraz wymianie pomiędzy najbardziej zaawansowanymi ośrodkami naukowymi. Jednak gatunek ludzki - niezależnie od narodowości - odznacza się pewną wyróżniającą go spośród innych (zapewne) bytujących we Wszechświecie cechą. Chodzi mi o umiejętność wykorzystywania powołanych do życia w szczytnym celu wynalazków do zupełnie innych zastosowań, a zwłaszcza do wywołania podniecenia seksualnego u siebie samych i otoczenia. Wyobraźmy sobie, że Marsjanie (lub - jak wolicie Siostry Feministki - Wenusjanki) przed zaplanowaną inwazją na Ziemię usiłują posiąść kompleksową wiedzę o jej mieszkańcach dzięki analizie treści zamieszczonych w Internecie oraz kontroli poczty elektronicznej. Jaki obraz Ziemian powstanie w wyniku tych badań?
"No cóż - powie dyplomatycznie zielonkawy szef projektu - na pewno nie mamy tu do czynienia z istotami o najwyższym potencjale intelektualnym. Według naszych szacunków tylko 15% wszystkich krążących elektronicznie po świecie nich informacji ma jakąkolwiek wartość użytkową. Reszta to formy komunikacyjne o przydatności, której jeszcze nie udało się zidentyfikować "
W tym miejscu nastąpi krótka prezentacja, na podstawie której Marsjanie/Wenusjanki uznają, że zasadnicza aktywność gatunku ludzkiego sprowadza się do wymiany sprośnych dowcipów z brodą dystrybuowanych za pomocą różnego rodzaju list wysyłkowych (umieszczenie kogoś na liście wysyłkowej jest bowiem na tej planecie synonimem zaliczenia go w poczet przyjaciół) oraz do przesyłania sobie zdjęć i filmów o tematyce geniatalno-seksualnej lub fizjologicznej.
I tak weźmy na przykład film, który dostałam pocztą elektroniczną (oczywiście na adres służbowy) dawno temu, a o którym w dalszym ciągu myślę z pewnym takim niepokojem. Otóż na filmie tym pewien całkiem niegroźnie wyglądający Pan zdejmuje spodnie i majtki, zakłada sobie spodenki z przezroczystej folii, przewiązuje się mocno paskiem w talii i... robi kupę. Film - niezależnie od tego, na kogo trafiło - niezmiennie wzbudzał w ludziach niekłamany zachwyt i chęć zobaczenia go raz jeszcze. I jeszcze. Nie wiem, nad czym w trakcie projekcji zastanawiali się inni, ja zadałam sobie, a potem mojej drugiej połowie pytanie: "Po co ten pan to zrobił?" Mój mężczyzna wykazał się nieprawdopodobną bystrością umysłu: "To oczywiste, kochanie. Dla sławy."
Dożyliśmy czasów, w których zwykłych ludzi nie ekscytuje już poczciwa golizna czy intelektualne dowcipy o seksie w stylu Woody'ego Allena. Dziś - co widać zwłaszcza w Sieci - kluczem do serc publiczności jest dziwactwo. W dodatku subiektywne i dokładnie sklasyfikowane. Dowód? Przeglądarka poproszona o fetysz lub perwersję wyświetli Wam paradę najdziwniejszych atrakcji. I tak na jednym biegunie znajdziemy witryny perwersyjne w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (dedykowane nie tylko pedo-, zoo- i nekrofilom, ale także koprofilom albo miłośnikom zużytych środków higieny intymnej), na drugim zaś kolekcje zdjęć i materiałów poświęconym najróżniejszym kategoriom fetyszy. Możemy odwiedzić stronę poświęconą damskim niewymownym białym, bawełniano-pensjonarskim, na której za niezbyt wygórowaną cenę można nawet zamówić - o zgrozo! - rzeczoną część garderoby z gwarancją, że była ona "noszona przynajmniej przez 8 godzin". Kolejna czarująca witryna prezentuje zbliżenia dolnych partii kobiecego ciała porośniętych naturalnym, bujnym owłosieniem. Na innych możemy pobawić się w Wielkiego Brata - pooglądać od strony czubka głowy i od strony stóp - gości kabiny w pewnym solarium, a nawet - słowo honoru!- popatrzeć przez kamerę zainstalowaną w dnie sedesu. Są też strony, na których można przyjrzeć się kobietom w ciąży, nieletnim płci żeńskiej palącym papierosy, długonogim niewiastom paradującym w butach na niebotycznym obcasie, kobietom w lateksie lub w nadmuchanych na wzór maskotki firmy Michelin kombinezonikach z gumy. Jest też prawdziwy rarytas dla pań (no, dobra, przyznam się, że ta strona zachwyciła mnie najbardziej) - witryna dla miłośniczek (i miłośników zapewne też, w końcu obowiązuje polityczna poprawność) owłosionych męskich pleców. Można nawet zagłosować na jednego z 50 kandydatów na włochatego mistera (po długim namyśle zagłosowałam na pana, który na swoim futerku wygolił sobie kształtne serduszko).
Strony poświęcone fetyszom są z reguły wykonane bardzo profesjonalnie, ze starannością i pomysłowością, której pozazdrościć mogliby twórcy oficjalnych witryn przedsiębiorstw czy organów administracyjnych. No, cóż kluczem do zagadki jest pewnie osobiste, płynące prosto, z serca zaangażowanie w słuszną sprawę. Zastanawiałam się też czy w dzisiejszych czasach i na rodzimym gruncie (wspomniane przez mnie witryny to przede wszystkim strony zagraniczne) można wylansować jakiś fetysz, którego do tej pory nie było. Porzuciłam koncepcję o roboczym tytule prezesi w naszkach (mało kto zgodzi się dobrowolnie patrzeć na swojego szefa, zwłaszcza, gdy występuje on w bieliźnie) oraz inną o kryptonimie katoliccy księża widziani z dołu (mój chłopak był kiedyś ministrantem i zdementował plotkę, że księżą nie mają nic pod sutanną), a także niewydepilowane asystentki (te do rzadkości nie należą, wystarczy przejść się po polskich przybytkach biznesu). Pozostali: uczciwi politycy, uprzejme urzędniczki, prezenterzy Polsatu bez wady wymowy, cierpliwi nauczyciele, najedzeni emeryci, wyspani kierowcy autokarów. Myślę, że każdy chciałby ich zobaczyć. A - kto wie - może nawet ustawić sobie jako tło pulpitu? Jest jeden problem: skąd ich wszystkich wziąć?
Róża
|
NAWIGACJE
Strona główna
wstęp
fetysz
GRY
atrakcyjna
3Xkomiks
herosi
infoprocedury
wojna
prośba
z blogów
|