DISFELIETON: Echa
Sporo się wydarzyło w tak zwanym międzyczasie.
Na świecie sprawą numer jeden jest nowa wojna naszego nowego wielkiego brata. Jakoś głupio byłoby się teraz wycofać. Naszły mnie w związku z tym lingwistyczne wątpliwości: dlaczego wroga atakuje się bronią? Przecież broń - jak sama nazwa wskazuje - służy do obrony? I czy w jakimś państwie istniej ministerstwo wojny?
"Saddam! Wielki Brat pragnie twojej ropy" przeczytałem raz na murze pismo-plakat. "Strajk to jedyny sposób dialogu z pracodawcą" - głosił plakat obok. Podpisano "Federacja Anarchistyczna". Starzeję się.
W Polsce mamy aferę Rywina. Kto do kogo przyszedł wiedzą wszyscy - pytanie tylko od kogo. Wybiórcza ujawniła całą sprawę. Pytanie jakich nie ujawniła. Sama pani prezes - obwieszczając z francuska koniec tego pięknego kraju - wspomina na łamach o dwuch innych niemoralnych propozycjach. W TV pięciogodzinne show z redaktorem Michnikiem w roli głównej.
Do "NoName" nikt nie przyszedł z zadną propozycją, ale za to pewna prostytutka przysłała tekst. Oczywiście równie dobrze mógł to być profesor socjologii, jak i zblazowana licealistka. W tekście stało białym na niebieskim co tak naprawdę się liczy. Otórz naprawdę liczy się język, członek i pieniądz. "Było to dość radykalne posunięcie z naszej strony." chwali się redakcja w następnym numerze.
Wychodzę zapalić. Trudno opisać uczucie gdy patrzy się z balkonu wierzowca na uśpione osiedle. "Kaszczę w dłonie by było mnie więcej". Ostatnio prześladuje mnie Variete.
Variete est morte.
dis
|