OKIEM CYBERKOBIETY: Dyskryminacja
w Sieci czyli wieczór panieński
Środa, późne szare popołudnie. Miałam w pracy ciężki dzień. Jego częścią było poszukiwanie w Internecie użytecznych zawodowo informacji, zamiast których Sieć zaoferowała mi "Tanię, która wie, czego chce", "niezapomniane oralne doświadczenia nieletnich", stronę o "Lolicie w szczycie", "dominujące Azjatki", "futrzaste kociaki", nieodłączne "mokre bobry", "hostessy dla VIPów" oraz ekskluzywne zdjęcia organów rozrodczych wszelkich żeńskiego rodzaju sław tego świata. Taki jesteś, Internecie? Dobrze. Bez zastanowienie wpisuję do wyszukiwarki magiczne słowa kluczowe "męski striptiz". Wstrzymuję oddech. Mam.
Pozycja pierwsza aguss.blog. Nieaktualne. Na drugim miejscu serwis o wczasach we Władysławowie. Na trzecim - propozycja organizacji wieczoru panieńskiego (o tym za moment). Potem kilka adresów ośrodków wypoczynkowych, a także jedna witryna poświęcona wyborowi gimnazjum (sic!), dwie witryny młodych poetów niezależnych., strona męskiego zespołu wokalnego Kairos (sprawdziłam, zajmują się tylko śpiewem), kilka wizytówek night klubów zatrudniających kobiety cud urody, od urodzenia długonogie i zawsze odwrócone tyłem do fotografa. Nędza. Moja żądza świntuszenia w godzinach służbowych wygrywa jednak ze zniechęceniem. W końcu jeśli Umerto Eco może się relaksować po głębokich studiach nad literaturą bodajże renesansową szukając seksu w Internecie, to chyba również mnie to nie kompromituje?
Wklepuję kolejne hasło: "wieczór panieński". Enter. Wspomnienia z wieczoru panieńskiego Pauliny. Rewelacja. Historia opowiedziana od love story przez przebieg wieczoru aż po szczegóły z życia już-małżeńskiego. Główną atrakcją są zdjęcia prezentów, które można sobie powiększyć. Nie o to mi jednak chodziło. Szukamy dalej: profesjonalne porady jak urządzić wieczór panieński w stylu Barbie (wszystko, nawet drinki ma być różowe, a na sam koniec przewidziano megaatrakcję: nadmuchiwanie gumowego Kena - mniaam), kursy komputerowe on-line, strona prestiżowego pisma "Nasz Ślub", na której radzą nam jak zorganizować wieczór panieński jak marzenie (pestka: wystarczy zaprosić kilka koleżanek, zamówić parę butelek Dom Perignon, wynajętą limuzyną podjechać do klubu lub restauracji, gdzie koniecznie musimy znaleźć jakichś "fordanserów", gotowych poświęcić nam kilka cennych godzin, a po skończonej zabawie wrócić z nami limuzyną do wynajętego dla wszystkich uczestniczek zabawy hotelu).
Czyżby nikt nie organizował profesjonalnych pokazów męskiego ciała dedykowanych przyszłym pannom młodym? Mam. Bad Boys. Brzmi fantastycznie. Klik! O taak. Twórca strony wie, co działa na kobiety najbardziej: niedopowiedzenia. A zatem znajdujemy tu obietnice, a nie fakty. Na zdjęciach, które stanowią zapowiedź niezapomnianych wrażeń, na jakie mogą liczy klientki, widać niewątpliwie ciała, najprawdopodobniej męskie. Na czym polega pokaz? Bad Boys informują: "Samo przedstawienie trwa kilka minut, po czym w zależności od nastrojów bawiących się pań... panowie mogą pozostać, by jeszcze prze jakiś czas rozkręcać zabawę". Ciekawe jak oni to robią? Na pewno dobrze. Są bardzo profesjonalni: sami dojadą, sami szyją sobie kostiumy. Ze względu na duże zainteresowanie proszą o wcześniejsze rezerwowanie terminów. Nie wątpię, że zainteresowanie jest duże. Skoro nawet Internet nie potrafi znaleźć żadnej konkurencyjnej firmy z tej branży.
Pamiętam wieczór panieński M. Fakt, że organizację zaczęłyśmy dokładnie tego samego dnia, ale to wina M., bo zapomniała. Bo była sesja. Bo M. nie zna Warszawy i myślała, że gdzie, jak gdzie, ale w stolicy to miejsc z męskim striptizem, w dodatku w sezonie turystycznym, będzie jak mrówków. Tymczasem bryndza. W legendarnym Lochu tylko panie. Gromada już nie prowadzi takich pokazów. Ani jedna agencja towarzyska nie ma hostessów. Nie ma w ogóle pracowników fizycznych płci męskiej. W końcu znajdujemy telefon komórkowy firmy jednej striptizerskiej. Odbiera zdyszana kobieta, sądząc po głosie pani managerzyca. Tak w ogóle to owszem, są tancerze, ale cały czas "na wyjeździe", nie mają kiedy odpocząć, najbliższy wolny termin za dwa miesiące, może być? Niestety nie. Wieczór panieński M. spędzamy w kinie i na winie. Jest miło. W końcu na męskich pośladkach świat się nie kończy.
A swoją drogą, kobiety naprawdę są dyskryminowane. Facet, jak chce poświntuszyć - voila! Okazja czai się na każdym kroku. A młoda intelektualistka? Ileż to trzeba szukać! I ile zawodów czeka po drodze. Więc, panowie bezrobotni, bierzcie przykład z bohaterów "Goło i wesoło" i załóżcie grupę taneczno-nudystyczną. Ogromny kawałek tortu tylko na Was czeka. I wcale nie musicie - jak tamci - pokazywać wszystkiego. Bo z pokazami seksualnymi jest trochę jak z tym króliczkiem - nie o to chodzi, by go złapać, ale by gonić go.
Nie wiem bowiem jak po takim wydatku energii, jakiego wymagało ode mnie znalezienie choć jednych Bad Boys, miałabym jeszcze wykrzesać z siebie siły na obejrzenie jakiegokolwiek odważniejszego pokazu.
Róża
P.S. Drogie czytelniczki, pod hasłem "agencja towarzyska dla pań" również nie znajdziecie muskularnych mulatów do natychmiastowej adopcji. Co najwyżej pokażą się odnośniki do internetowego biura matrymonialnego. W końcu nie od dziś wiadomo, że kobiece potrzeby seksualne - w przeciwieństwie do męskich - sprowadzają się do ceremonii przed ołtarzem.
|
NAWIGACJE
Strona główna



|