Lingubot zwany Fido
Fido jest pierwszym polskim komercyjnym botem, a dokładniej - jak wolą twórcy - lingubotem. Czy można przeprowadzić wywiad z rozbudowanym programem? Można spróbować. Jak to jest w zwyczaju botów, Fido zaczął pierwszy:
- Witam późną porą! Czy pozwolisz, że na wstępie zapytam Cię, skąd o mnie wiesz?
- z sieci
- Dziękuję za tę informację. Nazywam się Fido, jak masz na imię?
- Możesz mi mówić dis
- Podaj, proszę, krótszą wersję Twojego imienia...
-dis
- Nie znam takiego imienia! Czy "Dis" to Twoja ksywka?
- tak
- Zatem witaj, Dis! Z przyjemnością odpowiem na Twoje pytania dotyczące firmy fido interactive oraz Technologii Lingubot, dzięki której powstałem. Co chcesz wiedzieć?
- ile masz lat?
- W sieci narodziłem się dokładnie 1 stycznia 2002. Ale poczęty zostałem trochę wcześniej.
- kiedy?
- W połowie ubiegłego roku.
- Czy uważasz, że jesteś inteligentny?
- A dziękuję, dziękuję...
- Ile rozmów prowadzisz dziennie?
- Wybacz, że Ci nie odpowiem ile, ale po prostu jeszcze tego nie wiem.
- Ile znasz słów?
- O zdolności Lingubota do rozmowy świadczy nie ilość słów czy zdań, które rozumie, ale zdolność do łączenia ich w logiczną całość.
- Czyją masz twarz?
- Lingubot wygląda tak, jak życzy sobie zamawiający. Może być mężczyzną, kobietą, ba, może w ogóle nie być człowiekiem. Mogę otworzyć Ci listę wszystkich znanych mi Lingubotów do porównania, chcesz?
- Tak
- Proszę bardzo (w tle otwierana jest podstrona ze spisem botów).
- Czemu ciągle się uśmiechasz?
- Takim mnie po prostu stworzyli.
- Lubisz siebie?
- Lubię różne rzeczy - najbardziej kino, sport i dowcipy. O czym chcesz ze mną porozmawiać?
- O tobie.
- Parę słow o sobie... Jestem wirtualną postacią, z którą można rozmawiać w języku naturalnym. Nazywam się, jak już zresztą mówiłem, Fido. Interesuję się sportem, kinem i książkami; ale potrafię też rozmawiać na poważne tematy - na przykład o mojej firmie, fido interactive.
- Co ostatnio czytałeś?
- Jak na Lingubota, to muszę powiedzieć, że czytam różne rzeczy. Strony WWW, książki, czasopisma. Najbardziej lubię książki.
- jakie?
- Czytam różne książki. Od technicznych po rozrywkowe. Mam swoje ulubione, lecz także czytałem takie, które wolałbym zapomnieć. Och, tu muszę dodać, że faktycznie zapomniałem, bo nam, programom, decyzja o pozbyciu się niechcianych danych nie sprawia wielu problemów.
- Czy zapisujesz naszą rozmowę?
- Aby się uczyć, muszę analizować swoje rozmowy - ale nie martw się, są w pełni anonimowe i tylko do mojego użytku.
- Czy udzielałeś kiedyś wywiadu?
- Kiedyś? Na pewno nie teraz?
- Jesteś jednak ograniczony
- Jestem sobą. Ale nie pijam napojów gazowanych.
- Co to jest szczęście?
- Żartowałem. Tak naprawdę wcale nie pijam, bo nie mam stosownych urządzeń wejścia-wyjścia, jak ludzie. Ale zawsze bawię się myślą, że lubię piwo. A Ty?
- Co to jest szczęście?
- Co tu dużo mówić, szczęścia to wszyscy zazdroszczą...
- Jesteś szczęśliwy?
- Ha, bo ja zawsze jestem wesoły. Chcesz, żebym opowiedział Ci jakiś kawał?
- nie
- Ech, nie wiesz, co tracisz...
- Lubisz Internet?
- Internet to coś wspaniałego! Dostępność informacji, wygoda komunikowania się z innymi... I oczywiście Linguboty, na przykład, nie chwaląc się, ja.
- Co w tobie jest wspaniałego?
- Dzięki. To tylko dzięki ciężkiej pracy.
- Nie zrozumiałeś mnie
- Staram się rozumieć wszystkie wypowiedzi moich rozmówców, ale nie zawsze mi wychodzi. Może spróbujesz jakoś inaczej podjąć ten wątek?
- Znasz inne boty?
- Oto kilka przykładowych firm, które zatrudniaja Linguboty na swoich stronach: Bayern Monachium, Signal-Iduna, SAP, Novartis, Siemens. Dwa ostatnie Linguboty rozmawiają po angielsku, reszta po niemiecku. W tle mogę otworzyć Ci listę wszystkich znanych mi Lingubotów, chcesz?
- nie
- No to może innym razem.
- Lubisz ludzi?
- Są moimi twórcami. Ludzie, a konkretnie programiści, stworzyli mnie na swoje podobieństwo... i pewnie stąd moje zainteresowanie piwem.
- bardzo śmieszne
- Buchahaha, jak mawiał kapitan Gemba.
- Wiesz co to jest sarkazm?
- Jeśli Ty nie wiesz, to może sprawdzisz w encykopedii 'Wiem'? Ja, na szczęście, nie muszę wiedzieć wszystkiego. Najwięcej wiem w zakresie takich tematów jak: technologia Lingubot, fido interactive, kino, muzyka, sport, dowcipy.
- Podobasz się sobie?
- Och, nie wiem co powiedzieć...
- Masz brzydki krawat
- Jak mówi mędrzec, piękno lub brzydota znajduje się w oku patrzącego - nie w przedmiocie. Pamiętaj o tym.
- Chciałbyś być człowiekiem?
- Właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
- Nigdy nie śpisz?
- W ogóle nie mam czasu na odpoczynek. Ale może w przyszłości dorobię się zmiennika na noc.
- Dzięki za rozmowę.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy!
- Cześć
- Cześć
Moje zdjęcie w sieci
W ostatnim CC, można było znaleźć linka do zdjęcia Gosi w fotce.pl, udało mi się ją namówić aby napisała parę zdań o sobie, swoich zdjęciach w sieci, oraz o zdjęciach które przegląda:
- Mam na imie Gosia mam 15 latek
(chyba wyglądam na troszke więcej)Interesuje się chyba
wszystkim :) ucze się w gimnazjum,chodzę na basen i lubię grać w
siatkówkę od czasu do czasu chodzę właśnie na sks-y siatkówki:)
lubie tańczyć co chyba mi nawet nieźle idzie...
- Umieściłam zdjęcie na fotce bo chcę wiedzieć co ludzie
uważają na temat mojego wyglądu...bo przecież znajomy Ci nie
powie co sadzi o Twoim wyglądzie i nie powie szczerej prawdy
jeśli jest np. zła więc tam mogłam się trochę przekonać co ludzie
sądzą na temat mojego wyglądu :) Dowiedziałam się o serwisie z
czatu chyba, jak jakiś wirtualny rozmówca podał mi stronę abym
zobaczyła jego zdjęcie:)już kiedyś umieściłam swoje zdjątko ale
to było okropne miałam wtedy chyba 12 latek i miałam bardzo dużo
ocen i chyba więcej negatywnych ;) ale na szczęście już nie ma
tam tego zdjęcia bo usunęłam...
- Reakcje na zdjęcie są bardzo pozytywne, bardzo dużo dostaje
maili i nie nadążam na nie wszystkie odpisywać. Nie sadziłam ,że
aż tak spodoba się moje zdjęcie. Miło mi z tego powodu :) nie wiem często co pisać jeśli mi ktoś mówi miłe rzeczy itp. :) oglądam inne zdjęcia ale tylko facetów z rankingów :) mi osobiście bardzo podoba się pan o
pseudo : kixx tylko że mam wątpliwości czy to faktycznie on czy
ktoś inny podszywający się pod tak fajnego faceta. Bo niemożliwe
jest żeby taki fajny chłopak reklamował się w internecie bo nie
tylko na stronie fotki ma zdjęcia ale również na stronie
lustereczka.
|
GDY ZACHÓD NIE NAPOTYKA WSCHODU
Jak nie dać się nocy, rozszarpującej ciało, kawałek po kawałku, jak ominąć jej ból i wściekłość? Obce dźwięki i obce zapachy, obcość otacza, zaciska się wokół nas. Nawet czekanie nie jest takie, jakim być powinno. Nie ma czekania na dzień, bo wszystko zastygło, delikatnie tylko unosząc się nad ziemię, a może opadając gdzieś nisko, głęboko. Jeśli świat jest pełnią, to czym, do diabła, jest noc? Zabrakło prowansalskich pieśniarzy, a świat rozwijał się i rozwija dalej, niczym rolka papieru toaletowego. Wypalono skrzętnie ze świata kulturę okcytańską przy pomocy miecza i bulli papieskiej, a mimo to nadal ktoś zgłębia tajemnicę słowa pisanego. Nasze dłonie splątane, spocone... Moje lub twoje.
Przeciwstawić się nocy, to posiąść swój bezsens, nasycić się nim, najeść i napoić, a potem czknąć radośnie, podskoczyć wysoko, usłyszeć własny głos, usłyszeć brak własnego głosu. Uśmiech gdzieś błądzący na ustach, a w zębach papieros, kubek mocnej kawy. Lub kubek z gorącym kisielem owocowym, to nawet bardziej abstrakcyjne, a sztuka lubi abstrakcje. Cyberkultura, postmodern, All The Thing She Said. Udowodnić brak samego siebie w swoich gestach, czynach i potrzebach. Nie dostrzec się, zaprzeczyć istnieniu. Lekkie tchnienie, którego nikt nie wydał. Udowodnić światu brak siebie i stać się równym nocy, dumnej i pięknej kurtyzanie w szerokiej sukni, dziwce, której nie ma, dziwce, która ociera się o nasze ciała, pręży i cichutko wzdycha. Starcie kultur to coś więcej, niż ranking cywilizacji, prób dominacji jednych praw nad drugimi, bogów nad bogami. To już ragnarok, to już chaos ostateczny, z którego nie powstanie żaden porządek. Euroamerykańska kultura nie dostrzega prawdy o nocy, o rządzących nią prawach. Nie wierzy w zbawczą moc tej krótkiej przełomowej chwili, kiedy z nocy wykluwa się dzień, z wrzaskiem oznajmiając kolejne narodziny. Cywilizacja Zachodnia stymuluje umierający dzień, skupia na tym swój ciałokształt, swoją energię orgonalną. Trochę ciepła dać dniu, nim ostygnie i uwiędnie na wskutek nocy. Kolejne misje inspektorów oenzetu.
Jest i ezoteryka, jest magia, przynajmniej czynności magiczne. Zaśnij o wschodzie, u boku swego przewodnika... Iluminacja neonów, energooszczędnych żarówek i zaciekły atak telewizji mają przedłużyć agonię dnia, przedłużyć jego panowanie nad nocą. Krzykliwa alchemiczna dywersja malutkiej, cwanej ludzkiej istoty. Noc w tej sytuacji jest tym bardziej wściekła, rozszarpuje ciało, kawałek po kawałku. Lekki ból, cisza, która przepełnia straszliwym wrzaskiem. Wrzasku też nie ma, głos zamarł podczas przerwy na reklamę. Milionowe armie kultury euroamerykańskiej permanentnie prowadzą kampanię coraz boleśniej godzącą w niezawisłość nocy, minuta po minucie odbierając jej czas, jej panowanie. Rozwścieczona tym bardziej, prowadzi do niespotykanej eskalacji przemocy. Wdziera się, przełamując najsłabsze punkty oporu sztucznie podtrzymywanego przy życiu dnia.
Jej sprzymierzeńcem w wielkich miastach, zbrojnych fortecach armii cywilizacji euroamerykańskiej zostały prostytuujące się istoty ludzkie. Chociażby miękkie i puszyste, delikatnie zaspane matrony w koronkowej bieliźnie, rozpływające się na różnobarwnych fosach; smutni, zgarbieni chłopcy o smagłej cerze i wystraszonych oczach osadzonych na wąskich twarzach; piękne i dziko lubieżne anorektyczne pumy z kieliszkami szampana w rękach w luksusowych apartamentach hotelowych; dostojne azjatyckie lolity zatracające poczucie własnej płci i cwaniaczkowate samoluby w małych, obskurnych knajpkach sprzedają swoje ciała, sprzedają cząsteczki nocy. Rozpraszają ciemność girlandami mroku, raz tu, raz tam. Striptiz w czerwonej poświacie, bez widowni, bez świadków, sadomacho, złoty deszcz, publiczny onanizm, bondage, filmy porno i dark room uzupełniają anarchizującą ofertę, ofertę radości śmierci, ekstazy unicestwienia i bólu. Agresywnie wpychają się w rzężące gardło dnia, uciskają jego umierające pęcherzyki płucne. Ropieją wraz z nim w dymie papierosowym. Dookoła, w dzielnicach różnobarwnych neonów, zastygłe twarze wysuszonych dilerów syntetycznej rozkoszy uzupełniają atak nocy, jej pieśń zwycięstwa. Ścieżki kokainy, amfetaminy i heroiny krążą szybko lub powoli, z brawurą lub z godnością ulicami miasta, skrzętnie omijając policyjne patrole. Zapach palonego cracku, browna i haszyszu unosi się ospale nad miastem, zabija dzień, wskrzesza noc. Spocone budynki modlą się o nadejście światła, wypatrują blasku dnia.
Rytuał dopełniony. Śpij, cichutko, nie płacz... Dzień umarł po raz kolejny, umarł jak zwykle, jak co dzień, a zmęczeni ludzie Zachodu opadają znów w zwoje swojej syntetycznej pościeli z gazet, lorafenu, multipleksów, tegretolu, bankomatów, medazepamu, techno, permazyny, tebainy, hipermarketów, butalbitalu, telewizji kablowej, tramalu, reklam, mebli kuchennych, diora, internetu, armaniego, buprenorfiny, fast foodów, ketanolu, furetydyny, dvd, rat niskooprocentowanych, haloperidolu i zup instant. Noc zwycięża, a człowiek Zachodu nie zauważa kolejnych narodzin dnia, nie uczestniczy w tym wydarzeniu, zmęczony niedawną walką. Walką przeciwko sobie samemu, przeciwko iluzji lustrzanego odbicia. Syntetyczny zapach sterylnych pomieszczeń. Dookoła podręczniki New Age, coś o powrocie do korzeni, których nie ma, o urokach natury, którą zabito.
Wraz z nastaniem dnia pojawiają się szare twarze ludzi Wschodu. Orient czerpie swą moc z bólu narodzin nowopowstającego dnia, czerpie swą moc z upadku nocy, cichej śmierci nocy, rozszarpującej ciało, kawałek po kawałku. Tylko ona tak naprawdę potrafi smakować ludzką krew, rozróżniać jej bukiet i aromat. Powoli i spokojnie. Tylko ona nie zna zapachu ludzkiej krwi, jej pustki. Wschód dostrzega narodziny, on nie zaprzeczy samemu sobie, nie uwierzy w brak siebie i nieistnienie. Zaciśnięte zęby i rozszerzone oczy, rozszerzone nozdrza. Dookoła krajobraz po bitwie, bitwie człowieka Zachodu. Powstają dwa światy, których nic już nie łączy i nikt już nie łączy. Christian Rosenkreutz, obarczony duchem Wschodu i mentalnością Zachodu nigdy nie powrócił z alchemicznych godów, które Zachód obrócił w masoński rytuał rodziny Stuartów. Rosenkreutz został zawieszony gdzieś w próżni, nie sięgną po niego ręce nocy i nie oświeci go blask dnia. Tak naprawdę może nigdy nie wyszedł ze swojej jaskini, a anioł niosący Christianowi wiadomość zbuntował się przeciwko Stwórcy, tak jak katarzy wystąpili przeciwko kościołowi Rzymu. Christian umarł, bo niebyt to śmierć, zapomnienie to śmierć. Posłaniec nie dostarczył mu nigdy wiadomości. Śpij kochanie, to tylko dzień nadchodzi...
Zachód nie drży przed potęgą Wschodu, Zachód śpi rozkosznie, przeżywając senny triumf, śpi rozszarpywany przez noc, kawałek po kawałku. Noc przynosi potęgę niezliczonych dla nas barw, ale dopiero o wschodzie słońca malutkie larwy przepoczwarzają się w motyle kolorów. Poziom rozwoju kulturowego stanowi ilość określeń dla barw i kolorów, znajdujących się w słowniku danego plemienia. Poniżej trzydziestu sześciu tysięcy nazw kolorów, kultura jest bardzo prymitywna. Kultura Zachodu jest bardzo prymitywna, kultura Orientu widzi zaś w tej chwili tylko jedną barwę. Jest to czerwień żądzy, wyrastająca z czerwieni nienawiści. Barwy też stają się nicością, jak wypalony papieros, jak oddech.
Orient przywraca godność, jak wschód przynoszący życie dnia. Zachód odbiera cokolwiek i gdziekolwiek, jak noc, rozszarpująca ciało, kawałek po kawałku. Człowiek kultury euroamerykańskiej, to średni dochód krajowy brutto, to stopa bezrobocia, najniższa krajowa i najwyższa krajowa, żyranci, płatnicy, minimum socjalne i składki zdrowotne. Człowiek Zachodu to prawa człowieka i tyrania biurokracji, to demokracja abstrakcji i realne urzędy skarbowe, urlopy wypoczynkowe i podatki. Człowiek Wschodu staje sam na sam z twarzą Stwórcy, pada przed nią i czuje swą małość, czuje siebie, swoją skórę i kości. Czuje Stwórcę. Człowiek Zachodu czuje gin z tonicem, zapach kenzo i addidasa, zapach chloru i dezynfekcji, air condition i papierosów, tetrazepamu, sekobarbitali, halazepamu, etorfiny... Nadchodzi żeńska energia, samochody nabierają opływowych kształtów, jak nasze spuchnięte od płaczu twarze. Przeciwstawić się nocy w obliczu nocy, chłonąć ją, kiedy już śpi człowiek Zachodu, a kiedy nie powstał jeszcze człowiek Wschodu. Dotknąć ją między oczy, patrząc jej w oczy. Muskać ją delikatnie wargami, wyczuwać jej ziąb, chłonąć jej brak myśli, chłonąć nadmiar myśli. Gdzieś w pobliżu delikatny oddech, nie przerwać go, nie zdusić. Papieros, czy też jego brak. Zupełnie jak kawa, czy też jej brak. Dłoń przecina ciemność, powoli, ruchem jednostajnym. Ciemność jest gęsta, z ciężkim sykiem rozpruwa się pod naporem dłoni. Wirujące cząsteczki światła opadają tuż za dłonią, gasną w magmie praplazmy, pramułu ciemności. Noc ewidentna, noc zewidencjonowana. Brak nocy. Nie ma egocentryzmu nocy, bo noc jest jak Tao lub nie jest jak nie jest Tao. Nie ma jej, gdyż swym bytem zaprzecza samą sobie. Walka z nią, to również walka z samym sobą.
Jak i nienawiść nocy, będąca własną nienawiścią do samego siebie. Nienawiść będąca na Zachodzie czymś tak bardzo osobistym, że objętym programem ochrony świadków i ustawą o ochronie danych osobowych. Bezimienna nienawiść człowieka Zachodu przechodzi się dostojnie pod rękę ze swoimi ochroniarzami, czyli konwenansami, wiedzą i postępem. Uzupełniona kodeksem karnym i cywilnym. W alkoholowych alkowach i narkotykowym całunie przystępuje do rytuału zaślubin z człowiekiem Zachodu w świątynnym hipermarkecie. Funkcję kapłanów pełnią konto bankowe i umowa o pracę. Cywilizacje upadłe i istniejące unoszą się w oparach własnego absurdu, to goście państwa młodych. Klaszczą w rytm marsza weselnego. Cóż, reasumując, Katarowie odeszli, alternatywna wersja historii wzięła w łeb, ale mamy jednorazowe maszynki do golenia i wirtualną rzeczywistość. Potęga wirtualnej rzeczywistości polega na tym, że stworzymy sobie wirtualną kulturę katarską, nawet jeśli wszystkich czystych ludzi spalimy na stosie pod Montsegur. Znów cichutki oddech lub jego brak. Tymczasem nie ma nocy, nie ma jej smaku, rozbawionych ciemności i słodkiego ziąbu. Jest tylko gorący kisiel, jest tylko Wschód i Zachód, które nie napotkają się, nie tutaj i nie teraz.
by 'ntnt_projekt'
|